Poradnik · Artykuł
Alternatywą jest Tajlandia w czerwcu, lipcu i sierpniu — kraj, który większości Polaków kojarzy się przede wszystkim z wyjazdem zimowym. I tu natychmiast pojawia się określenie, które zrobiło tajskiemu latu chyba najgorszy PR ze wszystkich: „pora deszczowa”. Dwa słowa i już widzimy dwa tygodnie pod parasolem. Tyle że rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Temperatury w Tajlandii oscylują wtedy zwykle w okolicach 28–32°C, woda jest bardzo ciepła, a wieczorem nadal można siedzieć na zewnątrz w krótkim rękawie. Czy 38°C w pełnym słońcu w Europie jest rzeczywiście „lepszą pogodą” niż 29°C, trochę słońca, trochę chmur i przelotna tropikalna ulewa? Zwłaszcza jeśli podczas wakacji planujemy coś więcej niż przemieszczanie się między leżakiem a basenem.
W części Tajlandii czerwiec, lipiec i sierpień rzeczywiście przypadają na okres monsunowy — opady są częstsze, wilgotność wyższa. Ale pora deszczowa to wciąż bardzo dużo słońca. To przede wszystkim okres bardziej dynamicznej, tropikalnej pogody: w ciągu jednego dnia pełne słońce, trochę chmur, intensywna ulewa, znów słońce. Właśnie dlatego wolimy nazywać to inaczej — zieloną porą roku. Wtedy Tajlandia robi się naprawdę spektakularnie zielona: roślinność eksploduje, wodospady wypełniają się wodą, a krajobraz wygląda tak tropikalnie, jakby ktoś delikatnie przesadził z nasyceniem kolorów. Sami byliśmy w Tajlandii kilkadziesiąt razy i bardzo chętnie wybieramy właśnie ten okres — dla mniejszych tłumów, świetnych cen i tej intensywnej zieleni.
To chyba największe źródło nieporozumień. Otwieramy stronę pogodową i widzimy 17–18 dni z opadem w miesiącu — i od razu zamykamy stronę. Tylko że dzień z opadem nie oznacza dnia bez słońca. Do statystyk jako „dzień z opadem” kwalifikuje się również taki, w którym przez wiele godzin świeciło słońce, po południu przyszła intensywna, ale krótka ulewa, a później znów wyszło słońce. To trochę jak nazwać dzień w Polsce „śnieżnym”, bo o 6:30 rano przez piętnaście minut prószył śnieg. Znacznie ciekawszym parametrem jest liczba godzin słońca — a według danych klimatycznych (Weather Atlas) na Phuket to przeciętnie około 5 godzin dziennie, a na Koh Samui około 6 godzin. Obraz pory deszczowej jako okresu ciemnego i pozbawionego słońca mocno rozmija się więc z rzeczywistością.
Najczęściej jest intensywny, ale przelotny. Niebo robi się ciemniejsze, przez chwilę leje naprawdę porządnie, po czym sytuacja się uspokaja i życie toczy się dalej. Na plaży chowamy się na chwilę pod zadaszeniem, w restauracji zamawiamy jeszcze jedną kawę albo świeżego kokosa, podczas zwiedzania wchodzimy na chwilę do świątyni czy kawiarni. A jeśli akurat mamy ochotę — możemy po prostu wejść do morza, bo przy 28–30°C padający deszcz naprawdę nie sprawi, że będziemy bardziej mokrzy (oczywiście tylko wtedy, gdy pozwalają na to warunki i oznaczenia bezpieczeństwa na plaży). Chmury bywają wręcz sprzymierzeńcem — dają chwilę wytchnienia od ostrego słońca, dzięki czemu zwiedzanie świątyni czy spacer po mieście robi się dużo przyjemniejszy.
Okresem, w którym opady mogą być bardziej intensywne i czasem utrzymywać się przez 2–3 godziny, jest w ostatnich latach przede wszystkim październik i początek listopada. Nie oznacza to jednak, że taki scenariusz musi się powtórzyć podczas każdego wyjazdu. Równie dobrze można trafić na tydzień pełen słońca i bardzo dobrą pogodę.
Tajlandzka pogoda pozostaje częścią natury, a tej nie da się zaprogramować ani przewidzieć z pełną dokładnością. Dwa bardziej pochmurne dni mogą zdarzyć się w lutym, tak samo jak cały tydzień bez deszczu może przypaść w porze deszczowej. Dlatego zamiast traktować poszczególne miesiące jako gwarancję konkretnej pogody, lepiej patrzeć na nie jako na okresy o określonym prawdopodobieństwie różnych warunków.
Choć Koh Samui często uchodzi za najlepszy wybór na tajskie lato, nie zawsze musi nim być. Phuket, Krabi czy Khao Lak również potrafią oferować sporo słońca, a opady często mają charakter krótkich, intensywnych ulew, po których pogoda szybko się poprawia. Do tego dochodzą niższe ceny hoteli, większy wybór noclegów i więcej możliwości łączenia wypoczynku ze zwiedzaniem. Koh Samui ma korzystniejszy układ pogodowy w miesiącach wakacyjnych, ale droższe połączenia lotnicze mogą znacząco podnieść koszt całej podróży. Warto więc patrzeć nie tylko na statystyki opadów, ale też na budżet, styl podróżowania i to, co chcemy zobaczyć na miejscu. Czasem ciekawszą i bardziej opłacalną opcją będzie właśnie wybrzeże Andamańskie albo połączenie kilku regionów w jednej podróży.
To jeden z naszych ulubionych argumentów. Kto widział popularne miejsca w Tajlandii w styczniu czy lutym, ten wie, jak ogromną cieszą się popularnością — rajską plażę trudno nazwać bezludną, gdy w tym samym momencie zdjęcie próbuje zrobić na niej kilkaset osób. Latem różnica jest ogromna: plaże spokojniejsze, hotele mniej zatłoczone, zwiedzanie przyjemniejsze. A ceny hoteli, które w styczniu i lutym osiągają astronomiczne poziomy, potrafią być w tym okresie zdecydowanie niższe — i to nie tylko w segmencie 4★ gdzie ceny mogą spaść poniżej 6000 zł. Przy dobrze przygotowanej ofercie pobyt na 10 nocy w hotelach 5★, razem z przelotem i transferami, może kosztować poniżej 8 000 zł — poziom praktycznie nieosiągalny w szczycie sezonu.
Lato w Tajlandii to szczególnie dobry wybór dla osób, które nie chcą spędzać całego wyjazdu wyłącznie na plaży. To świetny czas na zwiedzanie, odkrywanie świątyń, lokalnych targów, parków narodowych, wodospadów czy mniej turystycznych zakątków kraju. Krótkie, intensywne opady mogą pojawiać się częściej, ale zwykle szybko ustępują i nie przekreślają całego dnia. Dla podróżników, którzy lubią łączyć wypoczynek ze zwiedzaniem, korzystać z niższych cen i cieszyć się mniejszym tłokiem, ten okres może być atrakcyjny.
Nie oznacza to jednak, że wakacyjne miesiące są czasem bez plażowania — wręcz przeciwnie. Plaża nadal może być jednym z głównych elementów każdego dnia. Można spędzać nad morzem, kąpać się, odpoczywać przy basenie i korzystać z tropikalnego klimatu. Pogoda jest po prostu bardziej dynamiczna, dlatego nie zawsze należy oczekiwać 10–12 godzin bezchmurnego nieba każdego dnia. Przy odpowiednim wyborze regionu można jednak bardzo dobrze połączyć intensywne plażowanie ze zwiedzaniem i aktywnym wypoczynkiem.
Warto spakować lekką, szybkoschnącą kurtkę przeciwdeszczową i na bieżąco zaglądać do prognoz pogody. Jeśli zapowiada się więcej chmur, to często bardzo dobry moment na zwiedzanie — świątyń, lokalnych targów, parków narodowych czy innych atrakcji, ponieważ niższa temperatura i brak ostrego słońca mogą sprawić, że taki dzień będzie po prostu bardziej komfortowy.
Rejsy między wyspami najlepiej planować z pewnym zapasem czasu. Reszta to już kwestia otwartej głowy — i odpowiedniego doboru regionu na odpowiedni termin, czym zresztą zajmujemy się na co dzień.
Pytania i odpowiedzi
To pytania, które słyszymy najczęściej, gdy ktoś rozważa wyjazd między majem a październikiem.
Nie — to jeden z najczęstszych mitów. Typowy dzień zaczyna się słonecznie, a intensywny deszcz pojawia się zwykle raz, czasem na pół godziny, rzadko na godzinę czy dłużej, najczęściej późnym popołudniem lub wieczorem. Reszta dnia zostaje pogodna.
Jeśli musisz wybierać, wrzesień bywa najbardziej kapryśny w większości regionów — deszcz potrafi wtedy padać dłużej, a morze bywa wzburzone. Czerwiec, lipiec i sierpień są zwykle znacznie bardziej przewidywalne.
Skrajnie rzadko odwołane całkowicie, ale przy silniejszym sztormie rejsy promowe (szczególnie na wybrzeżu Andamańskim — Phuket, Krabi) bywają opóźnione lub przesunięte. Dlatego przy planowaniu wyjazdu w tym okresie warto zostawić w planie trochę elastyczności, zwłaszcza jeśli łączysz kilka wysp.
Temperatury w porze deszczowej są właściwie łagodniejsze niż w szczycie lata — zwykle 27–32°C, a deszcz dodatkowo ochładza powietrze. Wilgotność bywa wyższa, ale krótkie ulewy są dużo przyjemniejsze niż suchy, piekący upał kwietnia.
Większość organizatorów po prostu chwilowo wstrzymuje wycieczkę i wraca do niej, gdy przejaśni się — w praktyce to zwykle kwestia jednej, może dwóch godzin. Na taki czas zawsze warto mieć w zanadrzu plan B: świątynię, targ, masaż albo kawiarnię z widokiem na ulewę.
Dla wielu naszych klientów to wręcz odwrotnie — niższe ceny hoteli (czasem nawet o kilkadziesiąt procent), puste plaże i możliwość zwiedzania bez tłumu przed obiektywem sprawiają, że budżet rozciąga się dalej, a doświadczenie bywa bardziej autentyczne niż w szczycie sezonu.
Naszym zdaniem tak — i to z konkretnych powodów. Zamiast 35–40°C w pełnym słońcu i rosnących z roku na rok cen w popularnych kurortach Europy Południowej, dostajesz 28–30°C, sporo słońca przeplatanego chmurami i ceny hoteli — również tych wyższej kategorii — na poziomie nieosiągalnym w szczycie tajskiego sezonu. Dłuższy lot to jedyny realny koszt tej zamiany.